Trochę się, przyznam, wahałem, czy o tym pisać, bo teraz to wszędzie o tym piszą, w każdym nawet najmniejszym dodatku najmniej kulturalnej gazety. Wszyscy zauważyli tę płytę. Ale jak tu nie napisać o czymś, co w tej chwili wydaje mi się najlepszym muzycznie kawałkiem tego roku?
Fisz i Emade to są zdecydowanie moi ludzie. Pamiętam ich pierwszy album, Polepione dźwięki, kiedy to niekumaci nie wiedzieli jeszcze, że to Waglewscy, ale wiedzieli już, że to jest naprawdę dobry hip hop. Tak, wiem, że trochę teraz ryzykuję z tym stwierdzeniem, ale wówczas to było jednak prostsze. Miałem wtedy ciut bardziej niż przelotny romans z radiem w Kołobrzegu, gdzie w każdą sobotę wypuszczałem w eter Radio Machina. Jednym z żelaznych punktów tamtego rozkładu jazdy, było 5 minut na “czarną” muzykę, co dość często oznaczało, że musiałem poszukać czegoś hip hopowego, co nie było zbyt gangsterskie, było blisko mojego podwórka i jeszcze opowiadało coś w miarę bliskiego moim doświadczeniom. I wtedy odkryłem Fisza, i tak mi zostało do dziś.
Mam wrażenie, że z każdą ich kolejną produkcją jest coraz lepiej. Już po ich wcześniejszych albumach długo szukałem szczęki na podłodze i myślałem, że lepiej być nie może, a potem zawsze przychodziło przyjemne zaskoczenie. Na dodatek zazwyczaj okazuje się, że ich muzyczne eksploracje bardzo dziwnie korelują z tym, co akurat mi chodzi po głowie. Kiedy po ścieżce nu-jazzowo-hiphopowej nadeszła próba zmierzenia się z bardziej elektronicznym światem, byłem na tak. A gdy później zatęskniłem za klimatem z pierwszego spotkania, panowie znów poszli tym torem. Wiem, że wielu było zmęczonych stylem rymowania z Piątku trzynastego, ale mi właśnie takiego świeżego oddechu, po dość minimalnych wcześniejszych płytach, było trzeba. No i nadszedł Heavi metal.
Oldskul tutaj dudni uszami i rozsadza czaszkę. To, co producencko i realizacyjnie zaprezentował tu Emade jest absolutnym mistrzostwem świata i zapewniam, że tym razem ani trochę nie przesadzam. Proste, twarde bity, wyrwane żywcem z lat 80., nieodparcie przypominają złote lata, kiedy na świecie rządziło Run DMC, Public Enemy czy wielcy Beastie Boys. Zaprawdę, surowo tutaj brzmieniowo. Chłopaki mają naprawdę sporo dystansu, bo samplują sami siebie, a nawet Klausa Mitffocha, co w ich sosie nabiera oczywiście całkowicie innego smaku. A do tego jeszcze trochę rockowych (heavimetalowych?) riffów. Jedyne, co mi się nie podobało, to dwie mocno soulowe męskie wokalizy, coś zupełnie nowego u panów W., ale coś, co wydaje mi się bardzo odległe od nich. Ale poza tym – czapki z głów aż do samej ziemi, noga sama tupie, bas drga w brzuchu, a ręce klaszczą.
Spokojnie, nie zapomniałem o Fiszu, który to daje prawdziwego czadu. Mistrzowska forma. Mogę się chyba zdradzić, że jest on moim idolem, jeśli chodzi o umiejętność operowania słowem i wyciągania z całkiem prostych kombinacji, prawdziwych emocji. Tym razem Bartek zdecydował się na snucie uniwersalnych historii, które dobrze zna każdy, kto urodził się na przełomie lat 70. i 80. Fascynacja starymi Maidenami, dziewczyna, która puszcza kantem z długowłosym frajerem, szkoła, ławka, lekcja WFu, tęsknota za długimi nogami. Sprawdźcie chociaż największy hit z tej płyty, Wiosnę 86. Ale genialnych, jak zwykle, połączeń słownych jest tu całe mnóstwo. Więcej nie piszę, żeby nie psuć przyjemności.
Jako dodatkową rekomendację mogę napisać, że sprawdziłem Heavi metal w samochodzie i dał radę. I nawet mój bardzo jazzowo zapatrzony brat wytrzymał i nie wysadził mnie w środku ciemnego lasu. Jest naprawdę dobrze.
Co tu dużo opowiadać, to po prostu jest płyta roku nad wszystkimi polskimi rzekami. Nie mam wątpliwości.
Obiecuję, że po weekendzie poproszę edytkę o dodanie tutaj video, dziś to niestety niemożliwe, ponieważ nad morzem, u rodziców, nie mam słuchawek. W kąciku multimedialnym zapraszam zatem na majspejsowy profil artystów, gdzie m.in. znaleźć można promo mix nowego albumu.
Aha, Panie, Panowie, Panowie, Panie – wszyscy widzimy się za tydzień, 6 grudnia w Eskulapie, gdzie chłopaki zagrają. Obecność absolutnie obowiązkowa, żadne usprawiedliwienia nie są przyjmowane! A jeśli komuś będzie mało emocji tego wieczoru, afterparty planowane jest w Piwnicy 21, gdzie odbędzie się Fisz DJ set.
Edytka dorzuca stary teledysk, ze starych czasów:



