Off Festival – odcinek trzeci.
Jeżeli koncert Mogwai można określić jako “wydarzenie”, to będzie co najmniej “gratka” dla wszystkich miłośników amerykańskiego grania, a tych ostatnio u nas całkiem spory dostatek. Po raz pierwszy w Polsce wystąpi superformacja Iron & Wine.
Ostatnimi czasy sporo podobnych dźwięków przewija się przez mój profil na Last.fm Za każdym razem nie mogę wyjść z podziwu, jak wiele niezwykłej i pięknej muzyki powstaje właśnie w Ameryce. Rzecz jasna, nie chodzi mi o brzmienia rodem z MTV Base czy ilustracje do reklam. Jest jednak za wielką wodą pewien specyficzny gatunek, który zwykło się nazywać całkiem zwyczajnie – americaną. Domniemuję, że to dlatego, że worek jest na tyle przepastny, że trudno byłoby go jakoś szczegółowiej opisać. A znaleźć tam można prawdziwe perełki spod znaki country, folk, może nawet rocka, ale wszystko z przedrostkiem alt-.
Iron & Wine to sztandarowa formacja z tej kategorii, do tej pory mniej w naszym kraju znana, być może dlatego, że nie została dostrzeżona przy okazji koncertowania, jak to już było z CocoRosie, Antony’m czy Animal Collective, którzy gościli chociażby w Poznaniu przy okazji Festiwalu Malta. Teraz jest nadzieja, że muzyka Sama Beama, który jest mózgiem grupy, wyjdzie poza krąg indie-recenzentów z modnych pism i dotrze do nieco szerszej publiczności.
Zwykło się porównywać dokonania Iron & Wine do Neila Younga, ale według najbardziej trafnie będzie postawić ich płytę na półce obok Nicka Drake’a albo Elliota Smitha. To ten sam rodzaj wrażliwości i wyczucia dźwięku, ten sam sposób podejścia do muzycznego tworzywa. Najważniejszym instrumentem dla Beama pozostaje gitara akustyczna, mimo że wielokrotnie romansował chociażby z sekcjami dętami, jak to miało miejsce podczas sesji z Calexico. I chociaż zdarza się czasem jakieś bardziej rozbudowane brzemienie, to i tak ostatecznie najbardziej charakterystyczna okazuje się stylistyka lo-fi. Na szczęście, bo zanurzenie się w głosie tego niezwykłego brodacza jest pod tym względem prawdziwym wytchnieniem. Chyba tylko Will Oldham może się tutaj równać.
Muszę dopisać, że Sam Beam nie wystąpi w Mysłowicach oczywiście sam. Gratka będzie jeszcze większą gratką, kiedy dodam, że wraz z nim pojawią się muzycy Wilco, Calexico czy Isotope 217. A jakby jeszcze było mało, to wszystko odbędzie się w murach stuletniego kościoła ewangelickiego. Przy tym wszystkim, stwierdzenie, że będzie to niezła gratka, brzmi co najmniej średnio ;)
Zła wiadomość jest taka, że jeżeli ktoś nie ma jeszcze biletu, to już się nie załapie, bo koncert został wyprzedany. Ale właściwie trudno się dziwić.
Na pocieszenie, mała perełka z przepastnej szafy Iron & Wine: