Jak widać po ostatniej notce, czasami lepiej nie wychodzić przed szereg i się zbytnio nie spieszyć. Mam jednak nadzieję, że wyczerpałem na pewien czas zasoby blogowego pecha i tym razem nie wywróżę czegoś złego. A bardzo bym tego nie chciał, bowiem już w czwartek premiera 6 sezonu mojego kolejnego ulubionego serialu, pod krótkim i wymownym tytułem - Monk.

Ten osobnik na zdjęciu obok to właśnie główny bohater serii, detektyw Adrian Monk. Ale napisać o nim detektyw, to jeszcze mało. Znacznie bliżej prawdy będę pisząc - genialny detektyw albo lepiej - genialny detektyw z rozwiniętą paranoją. Monk nie jest zresztą klasycznym serialem kryminalnym, najlepszym przykładem na to niech będzie fakt, że zdarza mu się dostawać nagrody w kategoriach komediowych. Ale też przecież ostatnio największą popularnością cieszą się właśnie produkcje, które z lekkością wykraczają poza sztywne ramy gatunkowe. Bez wątpienia, pojęcie “kina gatunków” ma w telewizji coraz mniejsze zastosowanie.

Monk łączy w sobie cechy najlepszych śledczych świata (ze słynnym Sherlockiem Holmesem na czele) z postaciami ze slapstickowych komedii oraz bohaterami komedii w stylu Depresji gangstera. Jego znakiem rozpoznawczym nie stał się jednak wybitny spryt i genialna umiejętność łączenia faktów (chociaż i tym potrafi zaimponować), ale postępująca paranoja dnia codziennego - chorobliwe zamiłowanie do czystości i permanentna depresja. Rzecz jasna, nie jest to dramat w czystej postaci, mimo że problemy Monka rozpoczęły się wraz z tragiczną śmiercią żony, z którym faktem nie potrafi się pogodzić. Od tego czasu przestał pracować jako etatowy policjant, jest konsultantem przy trudniejszych przypadkach i wraz ze swoją asystentką prowadzi coś na kształt “prywatnej działalności”. Cudzysłów tu całkiem zamierzony, bowiem Monk jest najmniej odpowiednią osobą do nawet najmniejszego biznesu.

Adrian cierpi, jeżeli w jego świecie jest cokolwiek niesymetrycznego bądź w jakikolwiek inny sposób zaburza jego harmonię (dlatego zawsze kubki w szafce mają ucho w tę samą stronę, napoje w sąsiadujących naczyniach mają ten sam poziom, na talerzu musi znajdować się idealna liczba ziarenek ryżu etc). Nie lubi żadnych przejawów nieczystości, rękę podaje tylko przez rękawiczkę (ewentualnie wyciera ją w chwilę później w wilgotną chusteczkę jednorazowego użytku), pije wyłącznie wodę mineralną (zawsze tego samego producenta), nie rusza się bez podręcznego zestawu higienicznego itd. itd. Poza tym każdy jego dzień zakończony jest wizytą u specjalisty psychologa, który prowadzi sprawę Monka od wielu lat i zna go lepiej, niż niektórzy członków rodziny. To z nim Adrian analizuje wszystkie swoje (wyimaginowane) często problemy z codzienności, zawiłe relacje ze współpracownikami, a czasem wspomina Trudy, ukochaną małżonkę. Brzmi strasznie? Uwierzcie, Monka nie można nie lubić ;)

Co ważne, a częste ostatnie w dobrych produkcjach telewizyjnych - świat serialu nie zamyka się tylko na bardzo dobrym pomyśle na główną postać, ale mamy tu znowu cały przekrój znakomitych bohaterów drugoplanowych bądź epizodycznych. Mimo, że czasem są to kreacje trącące szablonowością (szczególnie para średnio rozwiniętych policjantów), to i tak budzą sympatię swoim komediowym wydźwiękiem. Osobne miejsce należałoby poświęcić dwóm niezwykłym asystentkom Monka, których poświęcenie dla pracodawcy sprawia, że może on w ogóle funkcjonować (nie piszę “normalnie”, bo nie jest to najlepsze określenie w jego przypadku ;) Warto jeszcze dodać, że w niektórych odcinkach trafiają się prawdziwe gwiazdy dużego ekranu, w postaci choćby Johna Turturro w roli brata detektywa (zresztą, równie pokręcone jak Adrian, cierpiącego na bardzo głęboką agorafobię). No i, rzecz jasna, nie sposób pominąć genialnego Tony’ego Shalhouba w roli Monka. Ale to temat rzeka, bo aktora doceniają nie tylko fani, ale również szacowne grono krytyków filmowych i jurorów akademii, którzy przyznali mu Złotego Globa i trzykrotnie Emmy.

Wystraszonych informacją, że to już szósty sezon, uspokajam - każdy odcinek jest zamkniętą całością, można więc włączyć się w dowolnym momencie i nie będzie problemów z odnalezieniem się w serialowej rzeczywistości. Dobra zabawa gwarantowana. A więc w czwartek o 21 wszyscy meldują się przed ekranem Canal Plusa.

Niezdecydowanym polecam jeszcze małą próbkę umiejętności Adriana Monka: