Już za około trzy miesiące start kolejnej edycji festiwalu Opener w Gdyni. A ponieważ jak zazwyczaj, ciekawych wydarzeń podczas tych trzech nadmorskich wydarzeń nie zabraknie, pora już dziś zacząć prezentację co niektórych artystów tegorocznego Heineken Music. Na pierwszy rzut Jay-Z. No dobra, żartowałem, o tym panu raczej nie napiszę ;) KNO z dumą przedstawia – Beirut.
Nie będę daleki od prawdy, jeżeli napiszę, że Beirut to przede wszystkim Zach Condon, genialny dwudziestodwulatek z Nowego Meksyku. Co prawda do udziału w produkcji pierwszego wydawnictwa przyznaje się również Jeremi Barnes z Neutral Milk Hotel, ale praktycznie cały album Gulag Orkestar został zarejestrowany przez Zacha samodzielnie w domu! Condon miał wówczas 19 lat, ale nie był to jego pierwszy kontakt ze światem muzyki, bowiem już mając 15 lat (jako The Real People) eksperymentował ze stylistyką lo-fi, a później jeszcze z doo-woop. Przełomowym, jak dotąd, momentem okazało się porzucenie Ameryki na rzecz Europy. Tam, w wieku 16 lat, Zach odkrywa Bałkany i muzykę Bobana Markovica.
Muzykę Beirutu bardzo trudno zaklasyfikować, a jeszcze trudniej o niej pisać. Tak naprawdę najlepiej ją poczuć. Pierwszy kontakt z nią bywa dosyć porażający, tak wiele pozornie nieprzystających do siebie nawiązań można bowiem tam znaleźć. Rzeczywiście można mieć wrażenie, że to wyraz utajonych tęsknot Ameryki za utraconą Europ, czy przynajmniej jej częścią. Zach eksploruje zapomniane rejony Bałkanów, skupiając się głównie na cygańskim folklorze. Czasami przypomina w tym metodę poszukiwań, jaką stosuje polski pisarz Andrzej Stasiuk – skupienie na prowincjonalności. Oczywiście, gdyby Beirut po prostu przeniósł tę stylistykę na grunt amerykański, nie byłoby to aż tak ciekawe zjawisko. Znajdziemy tam jednak również instrumenty hawajskie, melodie jak z meksykańskiego wesela oraz urzekający efekt tzw. americany.
Zach z młodzieńczym, niemal nastoletnim zaangażowaniem wkracza w muzyczny światek, stając się z miejsca jedną z jego ciekawszych postaci. Przejmujący wokal w połączeniu z szalonym wręcz geniuszem instrumentalnym (jego muzyka jest naprawdę bogata pod tym względem, pełno tam mandolin, ukulele, akordeonów, a także całej masy smyczków) jest chyba wystarczającą rekomendacją. Mimo dopiero dwóch długich albumów pod szyldem Beirut, już w tej chwili to zjawisko na miarę CocoRosie, Davandry Banhearta czy najlepszych zespołów kanadyjskiej sceny alt, z Arcade Fire na czele. Chcecie więcej? Wybierzcie się na koncert!
Zach gościł już w Polsce, podczas ubiegłorocznego Festiwalu Malta w Poznaniu. Niestety, dziwnym trafem przegapiłem ten występ, czego później bardzo żałowałem. Tym razem nie powtórzę tego błędu i koncert Beirutu jest najbardziej wyczekiwanym przeze mnie akcentem zbliżającego się Openera.
Jeśli istnieje muzyka, która nie jest ani szczególnie radosna, choć niewątpliwie energetyczna, ani też przesadnie smutna, choć przecież liryczna, to jest to muzyka formacji Beirut. Jeśli ktoś potrafi nagrać piosenkę, która w 3 minutach potrafi opowiedzieć jednocześnie o życiu i śmierci, to jest to Zach Condon. A jeśli macie ochotę przekonać się, czy są w was takie miejsca, które można poruszyć delikatną struną ukulele, sięgnijcie po tę muzykę.
Na zachętę oficjalna strona formacji oraz jeden z najciekawszych teledysków:
[dodano 04.04] Niestety, zmuszony jestem uzupełnić notkę fatalną wiadomością. Grupa Beirut odwołała wczoraj europejską trasę, w związku z czym nie wystąpi na festiwalu Opener. Oto oświadczenie Zacha Condona:
“Hello,
It’s with great regret that I have to tell all of you that Beirut is cancelling their summer European shows. My reasons for doing this are many, some of which I don’t care to discuss, but I still feel I need to provide something of an explanation.
The past two years have been a mindblowing experience. From the first indications that people were putting songs from Gulag up on their blogs to our incredible tour of Australia and New Zealand that we just completed, everything that has happened has been beyond anything I’d ever hoped could happen with the music I wrote and recorded in my bedroom. Once things started happening, I decided I wanted to do everything as big as possible. So, I set about putting together a large band, and giving that band a huge sound, and making the most spectacular records we possibly could.
I know this can sound like an artist shithead kind of comment, but going through all that really does have its low points along with the highs. The responsibilities of gathering people around your vision, working with great people like those who work directly for the band and those at the label, wanting to insure that every show is as good as humanly possible so that every single person in the audience sees that we put in a real effort, all of that leads to a lot of issues in terms of doing right by people who have done you right.
It’s come time to change some things, reinvent some others, and come back at some point with a fresh perspective and batch of songs.
Please accept my apologies. I promise we’ll be back, in some form.
Zach”