Jeżeli ktoś w ostatnim czasie nie słyszał nic o premierze nowego albumu Nine Inch Nails Ghosts, to najprawdopodobniej musiał być w syberyjskiej wiosce, pozbawionej prądu, ale przede wszystkim Internetu. W nocy 2 marca rozpoczęła się rewolucja. Przyszłość rozgrywa się na naszych oczach.
Trent Reznor postanowił wydać tę płytę własnym sumptem, nie podpisując kontraktu z żadną wytwórnią. Oczywiście, nie jest w tym absolutnym pionierem, bowiem podobny manewr zrobiło Radiohead z albumem In rainbows. Podobny, ale jednak nie ten sam, a jak dobrze wiemy prawie robi zazwyczaj dużą różnicę.
NIN nie tylko udostępnili muzykę do ściągania bezpośrednio ze swojej strony, nie tylko pozwolili wziąć sobie pierwszą część Duchów absolutnie za darmo, ale po paru godzinach, gdy płytka znalazła się w sieci Bittorrent i na Pirate Bay – nic sobie z tego nie zrobili. Po prostu nie mieli nic przeciwko, żeby “dzielić się” muzyką. Od pewnego zresztą czasu Trent na koncertach zachęcał do tego typu “pirackiej” działalności. Szaleństwo? Ale z metodą.
Po pierwsze – było to znakomite posunięcie marketingowe. Przez dobrych kilka dni była to najpopularniejsza wiadomość wykopywana przez użytkowników serwisu digg.com, co oczywiście spowodowało absolutne zapchanie się serwerów grupy. Na szczęście fani są cierpliwi i wytrwale dobijali się do stronki z Duchami, następnie rozsyłając dobrą nowinę reszcie świata. Rewolucja.
Po drugie – jak się okazało już po tygodniu, Trent wcale nie zwariował i chce jeszcze trochę zarobić na muzyce. Nie poddał się po pierwszych, nieudanych eksperymentach z takim sposobem wydawnictw muzycznych, a gdy uderzył z dobrze znaną marką – osiągnął potężny sukces. Poza darmowym fragmentem kompozycji, ze strony można było ściągnąć pełną wersję w mp3 za 5$ (!) oraz kupić Ghosts na cd za jedyne 10$ (!). Dostępne były również wydawnictwa de-luxe: 75$ za dvd i blue-ray oraz 300$ za limitowaną edycję z winylami, zdjęciami, książką i osobistym podpisem Trenta Reznora. I co się okazało? Po kilku dniach skończył się nakład najdroższej wersji! A po tygodniu NIN zarobili prawie 1,6 mln. dolarów, na niemal 800 tys. transakcji. Rewolucja dzieje się na naszych oczach.
Fani doszli po prostu do wniosku, że jeżeli artysta jest z nimi szczery i otwarty, to warto go docenić. 5 dolarów to symboliczna kwota nawet na polskie warunki, tym bardziej w realiach amerykańskich, dlatego przypuszczam, że nawet ci, którzy ściągnęli album z p2p zdecydowali się później zapłacić Reznorowi. A ci, którym spodobało się preludium do całości, zapragnęli mieć resztę w “normalnej” wersji płytowej. I Trent wygrał.
Wraz z wersją mp3 otrzymujemy “książeczkę” w formacie pdf oraz całą serię innych gadżetów, w postaci chociażby tapet na pulpit. Dodatkowo, ponieważ album został wydany na licencji Creative Commons, każdy ma prawo sobie z niego w dowolny sposób np. samplować – już czekam aż pojawią się fanowskie płyty z remiksami. NIN nie nadali też utworom żadnych tytułów, jedynie je numerując, zachęcając tym samym słuchaczy do własnej twórczej inwencji w nazywaniu poszczególnych fragmentów oraz przygotowywaniu video ilustracji do nich. Trent obiecał, że z najlepszych skomponuje film, na początek w YouTubie, a potem być może do trasy koncertowej.
Reznor osiągnął jeszcze jedną niebagatelną korzyść – zdobył potężną bazę adresów e-mail swoich fanów. Miejmy nadzieję, że zgodnie z jego twierdzeniami, będzie potrafił z nich korzystać w rozsądny sposób.
A muzycznie? Muzycznie Ghosts zasługują na osobną notkę. Już wkrótce.
Na razie zapraszam na oficjalną stronę projektu oraz na krótki fragment płyty:
25 marzec, 2008 at 1:55
“Wraz z wersją mp3 otrzymujemy “książeczkę” w formacie pdf…”
genialne, chyba rzeczywiście jutro dzieje się już dziś